Katolik, czyli co wolno wojewodzie..

Jak donosi florencki portal Firenze Today, z prawicowej Ligi, czyli ugrupowania Matteo Salviniego, usunięty został dyscyplinarnie radny gminy Bagno a Ripoli w Toskanii – Gregorio Martinelli Da Silva. Na czym polegało jego przewinienie, które spotkało się z tak zdecydowaną reakcją władz partii?

Otóż wspomniany polityk stwierdził, że w dzisiejszych czasach – gdy we Włoszech wprowadzane są prawa przewidujące kary np. za „homotransfobię” – on jako katolik i heteroseksualny mężczyzna czuje się dyskryminowany. Obawia się, że może zostać ukarany np. za powtarzanie oficjalnego nauczania Kościoła o grzeszności i niemoralności aktów homoseksualnych. Poza tym: dlaczego inne grupy mają być chronione przed agresją i mową nienawiści, a on nie ma takiej możliwości? W związku z tym Gregorio Martinelli Da Silva złożył wniosek, by wprowadzić do kalendarza nowy dzień: dzień poświęcony pamięci prześladowanych katolików-heteroseksualistów.

Jego propozycja spotkała się z gwałtownym atakiem z wielu stron. Rządząca we Włoszech Partia Demokratyczna stwierdziła, że wniosek toskańskiego radnego

„stanowi zaprzeczenie wszystkich demokratycznych zasad, wolności, równości, braterstwa i człowieczeństwa”.

Francesco Casini, burmistrz Bagno a Ripoli, oświadczył:

„Jako katolik mówię, że prawdziwe wartości katolicyzmu nie mają nic wspólnego z tym haniebnym atakiem na homoseksualizm”.

Do krytyki dołączyła się także prawicowa Liga, czyli macierzysta partia Gregorio Martinelliego Da Silvy. Jedna z liderek tego ugrupowania w Toskanii, Susanna Ceccardi, oświadczyła, że propozycja radnego jest jego prywatną inicjatywą, która nie była z nikim konsultowana. Dodała:

„Wypowiedzi zawarte w jego tekście znajdują się lata świetlne od naszego sposobu pojmowania dzisiejszego społeczeństwa”.

Ceccardi zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji wobec lokalnego działacza. Słowa dotrzymała: radny został z hukiem wyrzucony z Ligi.

Niektórzy ze znajomych Gregorio Martinelliego Da Silvy próbowali bronić go, że był to tylko żart. W tych sprawach nie ma jednak żartów. Nie ma czegoś takiego jak niewinny dowcip. Można bluźnić Bogu, szydzić z Jezusa, drwić z chrześcijan, ale jednego nie można, bo jest to niewybaczalne.

Każde społeczeństwo ma swoje nienaruszalne tabu, zazwyczaj związane z tym, co uważa za sferę sacrum. Na przykład dla muzułmanów niedopuszczalne są żarty z Mahometa lub profanacja Koranu. A co jest dziś największą świętością dla Zachodu? Taką, której nie można krytykować, z której nie można żartować, która domaga się czystej afirmacji?

Źródło: Grzegorz Górny – wpolityce.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *