Komu przeszkadza Bazylika Sacré-Coeur?

Żaden kościół we Francji nie ma tak wielu wrogów jak paryska świątynia.

Górująca nad paryskim wzgórzem Montmartre Bazylika Najświętszego Serca Chrystusowego Sacré-Coeur jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków francuskiej stolicy. I najchętniej odwiedzanym w tym mieście, ponieważ co roku przewija się przez jej wnętrze około 10 milionów turystów i pielgrzymów. Jeszcze niedawno znajdowała się na drugim miejscu po Notre-Dame (a przed Luwrem i Wieżą Eiffla), jednak po pożarze katedry wysunęła się na czoło.

W zeszłym miesiącu ministerstwo kultury i komisja ds. dziedzictwa i architektury paryskiego regionu Ile-de-France postanowiły, że od przyszłego roku Bazylika wpisana zostanie do rejestru zabytków jako pomnik historii. Decyzja spotkała się z gwałtownymi protestami wielu środowisk lewicowych, zwłaszcza komunistycznych, a także francuskiej masonerii, które domagają się anulowania powyższego postanowienia. Co wywołało tak burzliwą reakcję krytyków?

Pokuta za komunę paryską

Solą w oku pozostaje dla nich geneza powstania świątyni. Otóż Bazylika Sacré-Coeur została wzniesiona jako wotum ekspiacyjne za zbrodnie komuny paryskiej w 1871 roku. Jej budowa trwała niemal pół wieku – od 1875 do 1923 roku. Sama świątynia powstała dokładnie w tym samym miejscu, w którym komunardzi zamordowali 49 bezbronnych zakładników, w tym 10 duchownych.

Bazylika w zamyśle głównego architekta Alexandre’a Legentila miała być miejscem, w którym odbywać się będzie publiczna pokuta za historyczne grzechy Francji, w tym za zbrodnie komuny paryskiej, a także modlitwa w intencji przeciwdziałania zagrażającej krajowi apostazji. Dlatego nad głównym ołtarzem znajduje się łacińska inskrypcja z rzucającymi się w oczy słowami „Galia poenitens” (Francja skruszona). Na marmurowej tablicy, na której wyryto tekst konsekracji świątyni, możemy przeczytać skierowane do Boga prośby o odpuszczenie grzechów, przebaczenie win czy położenie kresu nieszczęściom Francji.

Zniewaga pamięci komunardów

Przeciw decyzji o uznaniu Bazyliki za pomnik historii zaprotestował m.in. Philippe Foussier, były wielki mistrz Loży Wielki Wschód Francji. Jego zdaniem jest to zniewaga dla 30 tysięcy zabitych komunardów. Podobnie uważają francuscy komuniści. Jeden z ich przywódców Ian Brossat od dawna postuluje zburzenie Sacré Coeur i zastąpienie go „przestrzenią solidarności”.

Podobnego zdania są niektórzy socjaliści. Reprezentujący ich ugrupowanie były premier Francji Lionel Jospin trzy lata temu powiedział, że gdyby miał możliwość zniszczenia jakiegoś budynku na terytorium państwa, to jego wybór bez wątpienia padłby na Bazylikę Sacré Coeur, którą nazwał symbolem „obskurantyzmu, złego smaku i reakcyjności”. Jego wypowiedź wpisywała się w treść złożonej w 2017 roku w radzie miasta inicjatywy obywatelskiej, domagającej się całkowitego zburzenia świątyni, która „znieważa pamięć Komuny Paryskiej”.

Odraza do szpetnej świątyni

Nie trzeba zagłębiać się w piśmiennictwo francuskie, by odkryć, jak olbrzymią niechęć można żywić do Sacré Coeur. Wystarczy przeczytać fragment „Brulionu paryskiego” Arkadiusza Pacholskiego, w którym znajduje się opis świątyni uważanej przez autora za najbardziej szpetną budowlę w Paryżu. Pisarz porównuje ją do białej piramidy usypanej z wysuszonych na słońcu czaszek, która spogląda na niego oczodołami swych romańskich okien. Nie może przy tym wyjść ze zdumienia, jak to się stało, że tak wyrafinowani esteci, jakimi są Francuzi, „mogli zohydzić swą stolicę podobną bizantyjszczyzną, zupełnie obcą ich duchowi i kulturze”. Jego zdaniem bizantyjski styl gmachu nawiązywać miał do teokratycznej tradycji chrześcijańskiego Wschodu z jej ideą sojuszu tronu z ołtarzem, tak drogiej fundamentalistom religijnym tęskniącym do despotyzmu.

Panujący w bazylice półmrok to w ocenie Pacholskiego chwyt bardzo tani, mający wywołać dreszcz niepokoju, wzbudzić lęk i napełnić wnętrze człowieka grozą. Twarz Chrystusa na mozaice w absydzie świątyni jest – według autora – „zimna, kamienna, nieożywiona żadnym uczuciem”, bije z niej „niewzruszony majestat Władcy Świata, wszechpotężnego, a jednocześnie nieczułego, obojętnego na troski śmiertelnych” i „potrafiącego jedynie rozkazywać”, zaś Jego gest szeroko rozpostartych ramion nie służy temu, by przytulić z miłością całe stworzenie, lecz „zmusić świat do bezwzględnego posłuszeństwa”. Zdaniem eseisty jest to z pewnością ulubiona świątynia tych, którzy marzą o wykorzystaniu struktur państwa do narzucania religii siłą.

Obecność sacrum

Prawdę mówiąc, moje wrażenia z wizyty w Bazylice są diametralnie inne. Przekroczenie jej progu to jakby przejście z gwaru i szumu wielkiego ludzkiego rojowiska do oazy wyciszenia i spokoju. To jeden z dwóch znanych mi paryskich kościołów (obok sanktuarium przy Rue du Bac), gdzie modlących się wiernych jest więcej niż wałęsających ze znudzonymi minami, żujących gumę i robiących selfie turystów.

Od 1 sierpnia 1885 roku – nieprzerwanie od 135 lat – w Bazylice trwa nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Tym, co przyciąga uwagę zaraz po wejściu do świątyni, jest złota monstrancja z rozświetloną Hostią w środku. Zanurzone w modlitwie siostry benedyktynki nie wyglądają na osoby marzące o narzucaniu komukolwiek siłą swojego wyznania. Panujący wokół półmrok nie wywołuje wcale lęku, lecz sprzyja metafizycznej kontemplacji. Moi paryscy znajomi przyznają, że lubią wracać w to miejsce, bo w tych omodlonych wnętrzach czują obecność sacrum. Benedyktynki mówią, że to obecność Boga.

Grzegorz Górny – wpolityce.pl (zobacz cały artykuł)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *